Wiele osób w Internecie nie posługuje się znakami diakrytycznymi (dla przypomnienia – są to ogonki, kropki i kreski, dzięki którym w naszym języku istnieją litery: ą, ę, ó, ź, ń, ś, ć, ż, ł).

Wydaje im się, że utrudniają i wydłużają one czas pisania wiadomości, co jest niemile widziane w dzisiejszym, rozpędzonym świecie. Adresy polskich stron internetowych także w większości nie zawierają tzw. „ogonków”, bo choć rejestracja domeny z polskimi znakami jest już możliwa od jakiegoś czasu, to jednak może być nieco kłopotliwa (wymaga rejestracji dwóch domen), a przy tym przyzwyczailiśmy się już do zapisywania nazw stron czy maili bez diakrytów.

Spora część użytkowników w sieci uważa, że znaki diakrytyczne nie mają wpływu na to, jakie znaczenie ma tekst, który piszemy. Ich wstawianie wydaje im się kłopotliwe i zbędne. Tego typu myśleniu nie sprzyjają również zagraniczne klawiatury, nieprzystosowane do wstawiania znaków diakrytycznych. Osoby pomijające polskie znaki argumentują to przede wszystkim tym, że ich tekst i tak jest rozumiany. Czy aby na pewno? W jednym z następnych wpisów zastanowimy się nad tym, czy ogonek lub kreska mogą zmienić sens wypowiedzi.

W Internecie to „pismo mówi o nas”, więc jeśli pomijamy znaki diakrytyczne, pokazujemy, że nie znamy języka ojczystego i nie potrafimy się nim posługiwać w odpowiedni sposób. „Ogonki” są jedną z najbardziej charakterystycznych cech języka polskiego, dzięki czemu jest on tak wyjątkowy.

A czy Wy stosujecie polskie znaki w trakcie pisania wiadomości? Czy Wasz język jest ą-ę także w SMS-ach i na Facebooku? Pora na odrobine szczerosci ;-).

Autor: Dominika i Nikola

A na koniec – krótko i treściwie – Loesje [czyt. luszje]:

loesje