Kiedy niedawno padło w szkole pytanie o języki martwe (pisaliśmy o nich już w tej notce), wszyscy zgodnie wymienili łacinę. I prawidłowo, ale to nie jest jedyny język martwy – tak naprawdę na świecie co 2 tygodnie umiera jakiś język. W Nepalu na przykład swoje ostatnie tchnienie wydaje język kusunda, gdyż na całym świecie mówi nim już dzisiaj tylko jedna osoba – Gyani Maiyi Sen – 75-letnia mieszkanka tego kraju. Całe jej plemię mówi na co dzień po nepalsku, więc językiem kusunda nie może dziś porozumiewać się nawet z najbliższymi. I choć znaleźli się studenci gotowi nauczyć się tego języka (warto poczytać więcej tutaj), nie wiadomo, czy wygrają walkę z czasem i zdążą przyswoić sobie od Gyani Maiyi Sen całą wiedzę. Innym językiem, który już zakończył swój żywot jest język ludu Bo z Andamandów – w 2010 roku zmarła ostatnia osoba, która się tym językiem porozumiewała.

Dlaczego tak się dzieje? Powodów jest wiele. Języki wielu ludów i plemion umierają, gdy młodzi ludzie emigrują do innych krajów i zaprzestają tam używania języka ojczystego. Według danych UNESCO w ciągu ostatnich 70 lat z użycia wyszło aż 200 języków.

Czy możemy coś z tym zrobić? Czy da się jakoś zatrzymać proces umierania tak wielu języków? Niestety, większości z nich nie możemy uratować – najwięcej zagrożonych wymarciem języków jest w tej chwili na terenie Indii. Możemy jednak dbać o polszczyznę i troszczyć się o nasz język ojczysty, aby ten nigdy nie był zagrożony wyginięciem.

Agnieszka K.